Antykwariat

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Antykwariat

Pisanie by Anthony Mathers on Wto Mar 17, 2015 11:46 pm

Przechadzając się ulicami możesz spostrzec niczym nie różniącą się wystawę. Ot, kilka starych, grubych ksiąg, porcelanowa zastawa, portret Napoleona Bonaparte oraz drewniana figurka, która jest starsza niż twoja babcia. Otóż sklep ten jest niezwykły. W środku okazuje się, że jest to całkiem spora przestrzeń, w której unosi się specyficzny zapach staroci, który przyciąga niejednego kolekcjonera. Pułki pełne książek, obrazy, porcelana i inne rzeczy o dużej wartości materialnej oraz historycznej. Zbiór śladów, które ubiegłe stulecia po sobie zostawiły. Znajdziesz tu wszystko - nawet worek z powietrzem, którym oddychał Elvis Presley!
A za biurkiem, równie starym co inne przedmioty w sklepie, w skórzanym fotelu siedzi mężczyzna, pochylający się nad starym, ledwie działającym kalkulatorem, zeszytem formatu A4, w którym zapisywał obliczenia oraz dosyć spore sumy swoim wiecznym piórem. Ów ten mężczyzna posiada pewnie informacje, które cię zainteresują. Nie jest tylko zwykłym antykwariuszem, a za pocztówkę z Marilyn Monroe powie ci wszystko co wie o tym, co cię interesuje.

Anthony Mathers

Posts : 34

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Antykwariat

Pisanie by Lisavet Casey on Pon Mar 30, 2015 10:33 pm

Lisavet niestety nie należała do osób przesadnie cierpliwych, tak więc gdy obudziła się na długo przed zachodem słońca, pomyślała że szlag ją trafi z konieczności siedzenia na tyłku we własnym mieszkaniu. Na szczęście nic jej nie trafiło, mimo zgubnych proroctw, ale też nie można powiedzieć, że tryskała radością. Oczywiście kiedy tylko delikatnie się ściemniło, wypadła z budynku niczym petarda, ledwo omijając ewentualne przeszkody w postaci ludzi. Momentalnie zapomniała o tym, że jej humor nie był najlepszy i uśmiechnęła się, czując na sobie powiew świeżego powietrza.
Stukała niewielkimi obcasami, przemierzając kolejne uliczki miasta. Odrobinę wyróżniała się z tłumu, już nie przez wzgląd na swoje śnieżnobiałe włosy, a na dość krzykliwy ubiór złożony z jaskrawożółtej sukienki sięgającej kolan i krótkiego, czarnego żakieciku. Otaczający ją ludzie nosili raczej spokojniejsze barwy, jakby żółty kompletnie wyszedł z mody. A może rzeczywiście wyszedł? Właściwie... co za różnica.
Stukała sobie dalej, po jakimś czasie zwalniając tempo. Uświadomiła sobie, że minęła coś, co po bliższych oględzinach mogłoby wydać się ciekawe. Cofnęła się i przykleiła nos do szyby antykwariatu. W środku nie dostrzegła nikogo, nie zauważyła też, by skądkolwiek dochodziło światło. Zerknęła na drzwi w poszukiwaniu plakietki informującej o godzinach otwarcia i skrzywiła się nieznacznie. Dlaczego wszystko jest czynne wyłącznie za dnia?
Nacisnęła klamkę, ale nic się nie stało. Normalny człowiek prawdopodobnie w tym momencie by sobie odpuścił, ale ona... nie była normalnym człowiekiem. Rozejrzała się dookoła. Niewiele osób plątało się w okolicy. A nawet jeśli, wszystko miało wyglądać tak, jakby posiadała klucze. Pogrzebała w torebce, wyciągając plik wytrychów. Nie rozglądała się już, jedynie nasłuchiwała, jednocześnie majstrując przy zamku. Nie wiedziała ile czasu minęło do momentu, kiedy w końcu ustąpił. Liczył się efekt. Dopiero wtedy sprawdziła, czy aby nikt jej się nie przygląda i przekroczyła próg sklepu, cicho zamykając za sobą drzwi. Właściwie niepotrzebnie starała się nie hałasować - jej obcasy i tak robiły swoje. Ale skoro właściciela nie ma, nie powinna nikomu przeszkadzać.
Weszła między regały, nie zapalając światła. Liczyła na to, że z ulicy nie będzie jej widać, a ona przecież wciąż mogła coś dostrzec. Wystarczyło przyzwyczaić wzrok do ciemności.

Autor posta otrzymał pochwałę.

Lisavet Casey

Posts : 11

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Antykwariat

Pisanie by Anthony Mathers on Pon Mar 30, 2015 11:00 pm

Antykwariat znajdujący się na Westwood był czymś, w co blondyn przez ostatnie dwie dekady oddał cały swój cenny czas i serce. Odkąd czarownik przeniósł się tutaj z Detroit kilka lat po bankructwie i jego, i samego miasta, postanowił poświęcić się temu miejscu i zachowywaniu każdego reliktu przeszłości. A nóż widelec komuś się przyda, lub też sam zakupi do swojej kolekcji. Każda w tym miejscu miała swoją wartość - może nie materialną, ale sentymentalną i to właśnie sprawiało, że Anthony z uwielbieniem stykał się na co dzień z tymi przedmiotami. Nic dziwnego. Dla kogoś, kto całe dnie słucha muzyki odtwarzanej wyłącznie z odtwarzacza płyt winylowych, który z utęsknieniem korzysta z dobrodziejstwa ludzkości jakim jest Internet i ogląda po raz setny Mężczyźni wolą blondynki z jego ukochaną Marilyn Monroe w roli głównej, nie jest nic dziwnym, że woli stykać się ze wszystkim co minione, niż nie nadążać za pojawiającymi się nowościami.
Choć antykwariat był już zamknięty, czarownik nadal przebywał w środku, a dokładniej na zapleczu, na którym segregował nowe nabytki, które przywędrowały do niego na początku tego pracowitego tygodnia. Zajął się najpierw oszacowaniem ile dokładnie powinny być warte, oraz dodanie je do katalogu, w którym co jakiś czas swoim starannym pismem zapisywał wiecznym piórem tytuły owych pozycji oraz ich autorów. Pracę jego przerwał szum, który usłyszał w tym większym pomieszczeniu, gdzie znajdowało się jego stanowisko oraz pełno regałów - z książkami, obrazami, rzeźbami, porcelaną i innym cennymi, wartościowymi rzeczami. Stukot obcasów? A to dobre. Jakiejś pani spodobały się te perły, które otrzymał pod komis na początku tygodnia? Z bólem serca oderwał się od pracy, z cichym westchnieniem zdjął z nosa okulary i odłożył je w bezpieczne miejsce, po czym wyszedł do sali. Bez większych oporów uniósł ku górze kilka przełączników a pomieszczenie zalało światło drażniące odrobinę oczy.
- Nie wiem czy droga Pani zauważyła, ale jest już zamknięte - w tym momencie na chwilkę przerwał, wychodząc powoli zza jednego regałów i opierając się o niego. Podwinął rękawy kraciastej koszuli, przyglądając się z uwagą kobiecie - Poza tym bank krwi jest kilka przecznic dalej, musiały się Pani pomylić lokale.
Powiedział spokojnym tonem, przyglądając się jej z uwagą. Nie miał zamiaru toczyć z nią jakiejkolwiek walki w tym miejscu, zbyt bardzo było mu szkoda straty cennych przedmiotów. Nie miał ochoty obliczać straty, które poniósł. W okresie całkowitego bankructwa zależało mu na pieniądzach jak jeszcze nigdy. Ot, taka mała cząstka materialisty jeszcze w nim siedziała.

Autor posta otrzymał pochwałę.

Anthony Mathers

Posts : 34

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Antykwariat

Pisanie by Lisavet Casey on Pon Mar 30, 2015 11:40 pm

Przyglądała się powykładanym na regałach skarbom, ale jedynie tym będącym bliżej, podczas gdy te dalsze nadal skrywał cień. Nie chciała niczego dotykać, zresztą w jednej ręce wciąż trzymała swoje wytrychy, zupełnie jakby o nich zapomniała. Nie były teraz ważne, w przeciwieństwie do wszystkiego, co ją otaczało. Lubiła zapach starych przedmiotów, lubiła zastanawiać się skąd pochodzą, lubiła odkrywać ich historie. Nie sądziła przy tym, by cecha ta wyróżniała ją spośród innych nieśmiertelnych. Większość prędzej czy później wracała myślami do przeszłości, rozpamiętując dawne dzieje.
I ona na chwilę rozpłynęła się we wspomnieniach... młodości, gdy natrafiła wzrokiem na wyjątkowo piękny, porcelanowy zestaw do herbaty. Musiał być porcelanowy, ale czy mogła to stwierdzić po samym obrazie? Posiadała kiedyś podobne naczynia, lecz nie potrafiła podać chociażby przybliżonej daty. W latach siedemdziesiątych? Osiemdziesiątych?
Wyciągnęła wolną rękę, by dotknąć filiżanki, kiedy usłyszała czyjeś kroki. Nie miała za wiele czasu na reakcję, bo wkrótce owy ktoś postanowił zaświecić światło - najmniej pożądaną w chwili obecnej rzecz. Syknęła cicho, zamykając i zasłaniając przedramieniem oczy. Szybko zreflektowała się jednak, opuściła rękę, odchrząknęła i skierowała spojrzenie mocno niebieskich oczu na intruza. Nie, chwila... to ona była tutaj intruzem? W każdym razie, nie umknęło jej zdanie, jakie wypowiedział zanim zdołała go ujrzeć.
- Było otwarte... - zaczęła spokojnie, ale zaraz zorientowała się, że cały czas zaciska palce na wytrychach. Westchnęła i schowała je do torebki. - W porządku, zauważyłam, że jest zamknięte.
Nie widziała sensu w kłamaniu, skoro dowody same mówiły jak jest. Zmarszczyła brwi przy wzmiance o banku krwi. Zastanowiła się czy powinna grać głupka, czy zwyczajnie wyłożyć kawę na ławę. W międzyczasie odsunęła się od półki i wyprostowała, nie przestając mierzyć mężczyzny wzrokiem. Nie wyglądał na takiego, który zdaję sobie sprawę z tego, w jakich czasach żyje. W jakiś magiczny sposób pasował do tego miejsca.
- A jednak podwija Pan rękawy. Powinnam to odebrać jako zaproszenie? - Uśmiechnęła się, ale nie zrobiła ani kroku. Wybrała tę drogę, która w zasadzie niczego jeszcze nie sugerowała. Nie było widać jej kłów, chociaż uśmiech odsłaniał zęby. Walka również średnio jej się widziała, niestety jakoś musiała się stąd wydostać zanim właściciel sklepu wezwie policje, zgłaszając włamanie. A może wcale jej nie wezwie? Zwłaszcza, że zdaje się wiedzieć kim, a raczej czym jest Lisavet. W takim razie kim był on?

Autor posta otrzymał pochwałę.

Lisavet Casey

Posts : 11

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Antykwariat

Pisanie by Anthony Mathers on Sro Kwi 01, 2015 5:39 pm

Przyjrzał się dokładnie jej i zaczął się zastanawiać, co tak krzykliwie ubrana kobieta robi w tym miejscu? Jakoś mu samym swoim wyglądem nie wyglądała na taką, która by chciał szperać między tymi starociami. Cóż, może najwyraźniej wiedziała tylko o ich wartości i chciała coś zwędzić a potem sprzedać. Bywały i takie przypadki... No ale pomyślmy bardziej logicznie. Czuł od niej wampiryzm na kilometr. Zbyt łatwo potrafił rozpoznać wampiry, a to była chyba zasługa tego, że przez pewien okres swojego życia miał z nimi styczność większą niż zwykle. Doszedł do wniosku, że nie byłaby na tyle głupia, by zachowywać się jak najzwyklejszy Przyziemny i rabować antykwariat. Przynajmniej taką miał nadzieję.
- Preferuję zaproszenia ustne lub pisemne. Gesty nie zawsze są wystarczające - kąciki jego ust nieznacznie uniosły się - Radziłbym Pani opuścić ten lokal, gdyż nie chcę zachowywać się jak prostoduszny Przyziemny i wzywać policję, która i tak nie ruszyłaby palcem w sprawie włamania.
Odparł, zaciągając przy tym silnym francuskim akcentem, którego jeszcze po latach nie zdążył się pozbyć.
- Ach, i proszę zostawić mi numer swojego konta bankowego. Ktoś musi zapłacić za zniszczony zamek w drzwiach.
Dodał po chwili, zerkając na ułamek sekundy w stronę drzwi, a dokładnie w miejsce zepsutego zamka. No tak, odkąd musiał zrezygnować ze stanowiska Wysokiego Czarownika Detroit i opuścić swoje ukochane miasto z powodu bankructwa, oszczędzał każdą możliwą złotówkę, jednocześnie nadal starając się zachować życie na poziomie, do którego przyzwyczaił się przez lata. Były to bardzo trudne czasy dla Anthony'ego, dlatego otworzenie antykwariatu nieznacznie zmieniło jego stopę życia i poświęcił się temu całkowicie, by zdobyć jak największą ilość pieniędzy. Ten sam stary paniczyk nadal w nim siedział i raczej nie zamierzał szybko opuścić tego ciała.
- No już. Sio~

Autor posta otrzymał pochwałę.

Anthony Mathers

Posts : 34

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Antykwariat

Pisanie by Lisavet Casey on Sro Kwi 01, 2015 6:27 pm

Czuł od niej wampiryzm, nie przyszło jej to do głowy. Ale obserwując z boku, to rzeczywiście był jakiś powód, zwłaszcza że nigdy specjalnie nie próbowała ukrywać czym jest, nawet przy biednych, niczemu winnych ludziach. Nie zauważyli, to nie zauważyli, wymsknęło się, to się wymsknęło. Fakt, że często kończyło się to dla nich śmiercią, w końcu nie powinno się wtajemniczać całego globu, lecz kto by tam przejmował się życiem pojedynczych jednostek.
- Ach, ależ dla mnie gesty wystarczają w zupełności - skomentowała, nie przestając się uśmiechać. Musiała przyznać, że całkiem nieźle poradził sobie z odpowiedzią, następnym razem trzeba będzie wciągnąć pocztę do zabawy. Listowne zaproszenie na ucztę, ciekawe jak by zareagował? Może tak jak ona w tym momencie, słysząc całe te bzdury o policji, śmiechem? Otóż tak, zaśmiała się dźwięcznie, ale krótko. Zaraz po tym spoważniała jak na zawołanie i pokiwała mu palcem w sposób, w jaki karci się niegrzeczne dziecko.
- Nieładnie wypraszać damę, nawet z zamkniętego lokalu. - Póki co nie powiedziała nic więcej. Zamiast tego odwróciła się i sama spojrzała na drzwi, o których przed chwilą wspomniał, po czym wróciła do przyglądania się właścicielowi antykwariatu. Wyraz szczerego zdziwienia przyplątał się na jej twarzyczkę, czego wcale nie starała się ukryć.
- W sensie, że chce mi pan zapłacić za zamek?
Akurat zdawała sobie sprawę z tego, że chodziło mu o coś zupełnie innego, jednak dlaczego miałaby nie udać, że zrozumiała to w ten właśnie sposób?
- Nie jest zepsuty - dodała po jakimś czasie, pozwalając by porcelana, którą wcześniej się zachwycała, ponownie przykuła jej uwagę. Niestety rozmawianie do dzbanuszka i filiżanki mogło uchodzić za odrobinę niegrzeczne, dlatego... Stop. Czy ona w ogóle powinna przejmować się zasadami dobrego wychowania?
- Chyba że coś poszło nie tak, ale nie wydaje mi się. Normalnie odblokowywanie poszczególnych zapadek przedmiotem innym niż klucz nie powinno uszkodzić mechanizmu, jeśli zajmuje się tym wprawna ręka.
Stuk, stuk, stuk. Panienka ruszyła się w końcu z miejsca, jednak wcale nie kierowała się do wyjścia. Zamiast tego, powoli szła w kierunku mężczyzny, kompletnie nie zdradzając swoich zamiarów. Tak samo zresztą jak nie zdradzała ich wcześniej. Przyszła go okraść, czy rzeczywiście jedynie pooglądać? Nie mógł tego wiedzieć, a ona nie próbowała w żaden sposób się wybielić.
- Proszę mnie nie wyganiać, bo się pogniewamy.

Autor posta otrzymał pochwałę.

Lisavet Casey

Posts : 11

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Antykwariat

Pisanie by Anthony Mathers on Sro Kwi 01, 2015 6:43 pm

W milczeniu wysłuchał słów kobiety, potem również w spokoju pozwalając jej podejść bliżej. Cała sytuacja go w sumie bawiła, choć starał się tego nie pokazywać. Nie mógł poradzić jedynie na to, że jego twarz nagle pojaśniała, gdy usta wykrzywiły się w nieco wyraźniejszy uśmiech. Rany, doprawdy interesujące spotkanie, temu zaprzeczyć nie mógł.
- Pragnę zauważyć, droga Pani, iż wtargnęła Pani do miejsca, którego jestem właścicielem a w takich sytuacjach nie dotyczą mnie zasady savoir-vivre.
Odparł spokojnie, przenosząc na nią spojrzenie swoich błękitnych tęczówek.
- Poza tym, jestem tutaj jedyną osobą, która mogłaby się teraz gniewać.
Dodał po chwili, po czym wyprostował się i sam ruszył wolno w kierunku kobiety, zatrzymując się całkiem blisko niej. Zachował jedynie odstęp paru nastu centymetrów, z uwagą przyglądając się jej twarzy z bliska. Musiał przyznać, że teraz już był pewien, że ma do czynienia z wampirzycą. Twarz jak zawsze młoda, pociągająca, o delikatnych rysach, które kształtowały całą jej kobiecą urodą. Oczy zaś zdradzały, że rozmawia się z kimś, kto w rzeczywistości jest starszy niż na takowego wygląda. Ta mądrość chowając się w blasku tęczówek zdradziła już wszystko i dało do zrozumienia Anthony'emu, że powinien mieć się na baczności. Przecież jeden fałszywy ruch i mogłoby dojść do konfrontacji, a przecież tego najbardziej chciał uniknąć.
- Proponuję pokojowe rozwiązanie - niby to niespecjalnie, ale specjalnie przybliżył swoją twarz do jej - Pani grzecznie opuści lokal, a ja w zamian zaproponuję spotkanie w bardziej przyjaznych okolicznościach.
Mówiąc to spokojnym, łagodnym tonem powoli wsunął między palce kobiety niewielki papierek w kształcie prostokąta. Na nim widniał numer telefonu mężczyzny oraz jego nazwisko.
- Proszę się ze mną skontaktować, gdy znajdzie Pani chwilę pomiędzy odwiedzinami u krwiodawców a snem, gdy najpiękniejsza z gwiazd rozjaśni ulice tego urokliwego miasta.
Na zakończenie dodał, chwytając jej dłoń i przyciskając usta do jej alabastrowej skóry. Potem już jak dżentelmen odsunął się i odwrócił, chwytając kilka książek z pułki, o którą się przed chwilą opierał. Trzeba wrócić do pracy, nie ma co.
- Ach. Proszę pamiętać o zamknięciu drzwi. Chyba nie będzie to dla Pani problem.

Autor posta otrzymał pochwałę.

Anthony Mathers

Posts : 34

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Antykwariat

Pisanie by Lisavet Casey on Sro Kwi 01, 2015 10:07 pm

Zauważyła jego uśmiech i oczywiście nie pozostała mu dłużna. Uśmiechanie się było dla niej rzeczą całkowicie naturalną i zdarzało się, że specjalnie rozśmieszała innych, byle tylko wygięli swoje usteczka kącikami ku górze. Kiedy nie była głodna, nie miała złego humoru, nie planowała uprzykrzyć komuś życia i tak dalej. Ale generalnie śmiech to zdrowie, zdecydowanie wolała spędzać czas z pogodnymi osóbkami. Miała szczerą nadzieję, że stojący przed nią mężczyzna taką właśnie osóbką się okaże.
Nie skomentowała pierwszej części jego wypowiedzi. Słuchała w milczeniu, uprzejmie, nie przerywając mu. Serio, co w nią wstąpiło? Zazwyczaj była bardziej ruchliwa, żywiołowa. A teraz? Stała cierpliwie naprzeciwko faceta pozwalając mu spokojnie dokończyć to, co miał do powiedzenia. Cóż, chyba czasem po prostu trzeba. Nie poinformowała go nawet o tym, że niekoniecznie zgadza się z tym, co właśnie usłyszała. Nie dotyczą go zasady savoir-vivre? A to dopiero. Nawet jeśli ją stąd wyprosił, zrobił to w wyjątkowo grzeczny i kulturalny sposób. Po prostu ona się czepiała, dla zasady i dla, powiedzmy, własnej satysfakcji.
W momencie, w jakim przedstawił swoją wizję gniewania się, pokręciła głową i zaśmiała się cicho, jakby chciała rzucić mu w tej kwestii wyzwanie. W sumie, czemu nie? Kto się pierwszy pogniewa? Kto dłużej pozostanie rozgniewany? Ale z drugiej strony, szkoda byłoby tego miejsca. Lisa od czasu do czasu lubiła coś zniszczyć, ale akurat do niszczenia historii nigdy się nie rwała.
Obserwowała uważnie jak jej rozmówca podchodzi bliżej, mimo że ona sama znacznie zmniejszyła już dzielący ich dystans. Zatrzymał się blisko, zdecydowanie naruszając jej przestrzeń osobistą. Tyle że dziewczynie wcale to nie przeszkadzało. Chciał się poprzyglądać, niech się przygląda. Od patrzenia jeszcze nikt nie umarł... chyba. I w tym momencie powinna pomyśleć o zachowaniu ostrożności, w jakimkolwiek, chociaż najmniejszym stopniu. Nie pomyślała. Nie czuła się zagrożona, ani teraz, ani w wielu przypadkach, w jakich należało owe zagrożenie wyczuć. Wyjątkowo słaba była w te klocki.
- Taką opcję mogę rozważyć - odezwała się wreszcie, nawet nie drgnąwszy kiedy mężczyzna przybliżył się jeszcze bardziej. Nie poruszyła się też wtedy, gdy do jej ręki została wsunięta karteczka. No, jedynie zacisnęła na niej palce, ale nie sprawdziła, co zawiera. Wyraźnie planowała jeszcze dodać kilka słów, jednak ten uczynił coś, czego zupełnie się nie spodziewała. Dopiero wtedy pomyślała, że niepozorny właściciel antykwariatu może mieć za sobą naprawdę długą przeszłość. Teraz przecież nikt nie całował damy w dłoń, przynajmniej nikt spoza wąskiego grona starych dziadziów pamiętających jeszcze czasy swojej młodości.
- Postaram się nie pomylić Pana numeru z numerami moich krwiodawców, mimo wszystko nie chciałabym zaczynać znajomości od uczty.
Teraz, widocznie tak samo jak on, uznała rozmowę za zakończoną. Ruszyła w kierunku drzwi, zatrzymując się jeszcze przed samym progiem i odwracając.
- Drzwi proszę zamknąć samodzielnie. Szkoda by było, gdybym zrobiła to nieostrożnie. Jeszcze ktoś mógłby się włamać.
Po tych słowach, nie czekając na odpowiedź opuściła budynek.

z/t

Autor posta otrzymał pochwałę.

Lisavet Casey

Posts : 11

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Antykwariat

Pisanie by Jared Rose on Sro Kwi 01, 2015 11:03 pm

Jared był totalnie napruty. Bo jaki może być student pierwszego wieczoru, gdy ma już wolne? Szkoda tylko, że jego rodzina wyjechała na święta wielkanocne do... dokądś tam, nie pamiętał nawet. No, ale to nie było ważne. Ważne było to, że miał więcej czasu na zabawy ze znajomymi, niż na siedzenie z rodzinką przy stole i wysłuchiwanie marudzenia na temat jego słabych wyników w nauce i tego, że nie ma jeszcze narzeczonej. A Jared, jako dobry syn, nie chciał rodziców martwić i postanowił przemilczeć fakt, że wolał przygody na jedną noc. Wiedziała o tym tylko jego młodsza siostra i zarazem najlepsza przyjaciółka.
Był dziś w klubie i oczywiście nie szczędził sobie alkoholu. Bo jak to tak, zmarnować się ma? Był młody, żył chwilą, bo była piękna i inne tego sortu impresjonistyczne bzdety, bla, bla, bla. W rzeczonym klubie poznał pewną prześliczną dziewczynę, ale był zbyt spity, by zapamiętać coś poza komunikatem "prześliczna dziewczyna" i rzecz jasna zapomniał o tym, by spytać ją o numer. Albo o numerek.
Szczerze mówiąc nie do końca wiedział, co się tamtego wieczoru działo. Od klubu do jego mieszkania jednak było trzeba przejść nieco więcej, niż się wydawało. I to wcale nie tak, że poszedł na około! Przecież alkohol był doskonałym przewodnikiem i zawsze można było mu ufać. To samo tyczyło się tańca. Przechodził akurat obok pewnego antykwariatu. Nigdy nie był w środku, a właściciela osobiście nie znał. Widywał go całkiem często i w sumie musiał przyznać, że gość całkiem trafiał w jego gust.
Niestety zły los chciał, że dla Jareda w stanie delikatnego, naprawdę leciutkiego upojenia alkoholowego skupianie się na myśleniu i chodzeniu naraz było zbyt ciężkie, dlatego też zachwiał się i utraciwszy równowagę osunął się po ścianie w dół. Zaśmiał się w sposób z serii "sienaebałem" i pozostał w pozycji opartej o ścianę antykwariatu.

Jared Rose

Posts : 75

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Antykwariat

Pisanie by Anthony Mathers on Czw Kwi 02, 2015 12:14 am

Minął właśnie kolejny dzień, w którym Antony skupiony był na dostarczonych dzisiaj z Londynu obrazów i kilku egzemplarzy książek, na które bardzo długo czekał. Oczywiście między obsługą klientów zapisywał w katalogu nowiutkie nabytki i rozplanowywał gdzie by je wyeksponować. W skrócie: calutki dzień był na nogach, nie mając nawet chwili, aby w spokoju wypić herbatę! Z niewielką torbą przewieszoną przez ramię właśnie wbijał magiczny kodzik na urządzeniu, które uruchamia alarm w razie ewentualnego włamania. Uzbroił się w takie cudeńko po ostatniej wizycie pewnej młodej damy, choć do niczego poważnego nie doszło. Ot, tak na wszelki wypadek. Wizyta ta dała mu do myślenia. Właśnie przekręcał klucz w jednym z zamków drzwi od lokalu, kiedy kątem oka dostrzegł coś, a raczej kogoś. Obrócił głowę na bok i skierował wzrok nieco niżej, by zobaczyć młodzieńca znajdującego się w stanie upojenia alkoholowego. Na ten widok westchnął jedynie głęboko i pokręcił głową na boki. Ta dzisiejsza młodzież...
- Nogi z waty masz, kolego? - spytał nagle, klękając na przeciw chłopaka i przyglądając się mu uważnie. Czekał na jakąkolwiek reakcję z jego strony, martwiąc się, że z tym tutaj przypadkiem nie dojdzie do porozumienia za cholerę. Ale cóż, nadzieja matką głupich, musiał jedynie poczekać aż w ogóle dotrze do chłopaka, że w ogóle ktoś teraz do niego gada.

Anthony Mathers

Posts : 34

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Antykwariat

Pisanie by Jared Rose on Czw Kwi 02, 2015 12:33 am

Nie czuł i nie wiedział, ile tam siedział pod tą cholerną ścianą, pogwizdując na przechodzące panienki w dość niegrzeczny sposób. Nie trzeba chyba mówić, że spotykał się z dezaprobatą ze strony tych młodych dam, niektóre jednak chichotały, jakby z pożałowaniem dla jego obecnej sytuacji. Możliwe też było, że na chwilę przysnął, jednak nie był do końca tego pewien. Alkohol idealnie zabija czas.
Słyszał co prawda, że coś dzieje się obok niego, ale był w zbyt trudnym stanie, by dotarło to do niego. Zaśmiał się sam do siebie i pokręcił głową, otępiałym wzrokiem patrząc gdzieś w przestrzeń. Ktoś klęknął obok niego, ale Jared zarejestrował to dopiero po dłuższej chwili. Obrócił zarumienioną przez stan najzwyklejszego w świecie upicia twarz do mężczyzny, którym okazał się być ten przystojny antykwariusz. Uśmiechnął się możliwie najbardziej czarująco, jak tylko mógł będąc pijanym.
- Z mięśni... - zaprotestował niemrawo Jared, a jego głowa była tak zabawnie lekka i kołysała się delikatnie na boki. Odgarnął włosy za ucho, by jego potencjalny kolega na tę noc widział całą jego uroczą buźkę. Z bliska ten gość był jeszcze przystojniejszy, niż z daleka... No, Rose'owi bardzo to pasowało. Nawet pijany wierzył w swoje zdolności do podrywania ludzi, którzy się mu podobają.
- No... Nogi są z mięśni. - Wyjaśnił. Niby powoli już mu przechodziło. Miał tego farta, że łapało go szybko, ale na krótko. I czasem zdarzało się, że nawet nie miał kaca. Gdy jednak spróbował wstać, znowu stracił równowagę i musiał oprzeć dłonie o ramiona nieznajomego. Jak to Jared, oczywiście nie czuł wstydu. Uśmiechnął się i tonem na poły pijanym na poły psotnym dodał:
- Ojej, przepraszam~ -Zachichotał. Ich twarze były tak blisko, że mógł patrzeć w jego oczy. Coś go jakby tknęło... Były bardzo poważne i miały zmęczony wyraz, z pewnością już wiele widziały. Jared znał się na takich rzeczach. Wyglądały na starsze, niż oblicze ich właściciela. Rose wahał się nad kolejnym krokiem. - Pomożesz mi dotrzeć do domu? - Spytał w dość ostrożny sposób.

Jared Rose

Posts : 75

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Antykwariat

Pisanie by Anthony Mathers on Czw Kwi 02, 2015 11:35 pm

Doprawdy beznadziejny przypadek siedział pod tym antykwariatem. Nawet i mu zdarzało się wypić, ale nie był aż takich ilości, żeby urządzić się tak jak delikwent znajdujący się przed nim. Gorzej napruć się chyba nie można było. Zignorował jego ripostę, przyglądając sie mu w milczeniu i zastanawiając się, czy powinien go tutaj zostawić, czy też raczej pomocną dłoń do niego wyciągnąć.
Zachwiał się nieco, gdy młodzieniec oparł się o niego, coby nie upaść i jedyne co zrobił, to podniósł na niego wzrok.
- Jak można się tak urządzić, chłopie... - westchnął głęboko po czym wstał i przerzucił sobie jego ramię przez szyję. Zaprowadzi go już do tego domu, niech straci. Przynajmniej nie będzie miał wyrzutów sumienia, że jakiegoś pijanego przygłupa zabili pod jego antykwariatem. Krew na chodniku odstraszałaby jeszcze jego klientów i co wtedy? Zaprowadzi go do domu, ułoży do łóżka i pójdzie w swoją stronę nie bawiąc się w żadną niańkę. Chłopak przecież był dorosły, powinien zadbać sam o siebie a nie.
- A spróbuj mnie tylko obrzygać...
Mruknął zerkając na niego z dezaprobatą i rozejrzał się po ulicy. Musiało to teraz troszkę dziwnie wyglądać. Ale cóż...
- Którędy?

Anthony Mathers

Posts : 34

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Antykwariat

Pisanie by Jared Rose on Pią Kwi 03, 2015 12:04 am

A Jared naprawdę się cieszył w swoim małym umyśle, że mężczyzna zwracał na niego uwagę. Co więcej, dotykał go! Nie w sposób, jaki się do końca Jaredowi podobał, bo nie był zbyt czuły, ale przecież czego miał się spodziewać po pierwszym spotkaniu, w dodatku w takich okolicznościach? Nie krępował się zupełnie, gdy podniesiony do względnie pionowej pozycji po prostu przytulił się do wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyzny.
- Nie wiem, kolego~ Jakoś straciłem rachubę... - zachichotał, nie rozumiejąc, że pytanie nieznajomego było retoryczne. Ale to nie było ważne, teraz jego priorytety były zupełnie inne. Był dosłownie zachwycony, że zupełnie się nie starając, wyrwał naprawdę niezłego faceta. Co z tego, że prawda była kompletnie i totalnie inna? Nikt nie musi o tym wiedzieć, a z pewnością nie pełen nadziei pijany móżdżek tego blond studenta.
- Nie obrzygam~ mam mocny żołądek! - Wyznał z dumą, jakby właśnie dostał szóstkę z matmy. Zaraz ponownie usłyszał głos antykwariusza.
- Tak. - Odpowiedział, szeroko się uśmiechając. Tak, to była odpowiedź na pytanie, dokąd ten ma go zaprowadzić. Po chwili dotarło do niego, co właściwie mówił. Pokręcił głową i wskazał kierunek, w którym należało pójść, by dotrzeć do jego mieszkania.

Jared Rose

Posts : 75

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Antykwariat

Pisanie by Anthony Mathers on Pią Kwi 03, 2015 5:03 pm

Mocny żołądek? A założy się, że chłopak gdzieś rzygnie mu po drodze. Wtedy będzie mu to wypominał przez całą dalszą drogę. Jakoś nie wierzył w to, że wytrzyma jeszcze. No ale, pożyjemy i zobaczymy. Z głębokim westchnieniem zaczął prowadzić go we wskazaną wcześniej stronę.
- Jak cię będzie mdlić to mów, matole - wymamrotał nie do końca zadowolony tym, że musi teraz targać przez ulicę rozpitego studenciaka, który w dodatku pachniał alkoholem. Masakra. Po dłuższej wędrówce w milczeniu dotarli do skrzyżowania, dosyć ruchliwego jak na aktualną porę dnia. Westchnął cicho, rozglądając się i zastanawiając, czy powinni teraz przejść przez ulicę czy coś. W końcu nie sprecyzował nawet nazwy ulicy, na której mieszkał a czarownik w myślach nie czytał, żeby wiedzieć, gdzie ten popapraniec mieszka.
- To dokąd teraz, huh?
Zapytał może nie zbyt miło, ale co miał poradzić, że takie zakończenie dnia raczej się mu jakoś nie widziało. Kto by chciał targać pijanego dzieciaka do domu, bo komuś nogi odmawiają posłuszeństwa? Był na tyle zaabsorbowany sytuacją, że nie zauważył jadącego w ich stronę samochodu i wszedł z dzieciakiem na ulicę. Rozumiejąc, co się dzieje, zrobił pierwsze, co przyszło mu do głowy: wyciągnął ręce i użył swojej mocy, przez co samochód nagle zatrzymał się i uniósł do góry. Sam czarownik przeciągnął szybko przez przejście dla pieszych pijanego dzieciaka mając nadzieję, że ten jest zbyt nawalony, żeby cokolwiek z tej sytuacji zrozumieć.

Anthony Mathers

Posts : 34

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Antykwariat

Pisanie by Lisavet Casey on Sob Maj 16, 2015 11:02 pm

I kto by pomyślał, że Lisavet zawędruje w te okolice ponownie? Zdecydowanie nie było to coś, czego można by się po niej spodziewać - o ile w ogóle można się było spodziewać po niej czegokolwiek - bo rzadko zdarza jej się odwiedzać to samo miejsce w tak krótkich odstępach czasowych. Ogromna ruchliwość i obawa przed znudzeniem nie pozwalają jej na przebywanie gdzieś dłużej, ale... Z tego, co pamięta, tutaj bawiła się całkiem nieźle i może właśnie to było bezpośrednią przyczyną.
Tak czy inaczej, pojawiła się w pobliżu grubo po zachodzie słońca, mając na sobie zwiewną, czerwoną sukienkę do kolan, czarną skórę i wysokie, zakrywające całą stopę szpilki. Nie obyło się także bez niewielkiej torebki, pojemnej na tyle, by zdołała upchnąć do niej narzędzia, telefon, portfel i kilka innych drobiazgów. Nigdy nie wiadomo czego będzie się potrzebowało, warto więc nosić przy sobie wszystko, co w bardzo luźnym rozumieniu mogłoby się kiedyś przydać. Spinacze biurowe, malutkie nożyczki, plastry, taśma klejąca, nóż do papieru i tak dalej.
Stanęła przed drzwiami antykwariatu, jednak przez dłuższą chwilę nie zrobiła nic poza wpatrywaniem się w wystawę okienną. Wzrok miała odrobinę nieobecny i tylko to zdradzało, że wcale nie jest zainteresowana wystawką. Powinna wejść do środka jak ostatnio, czy może jednak grzeczniej będzie zapukać? Ale w sumie po co miałaby się tym przejmować? Przestrzeganie zasad nie jest fajne, ani trochę.
Nacisnęła klamkę. Jeśli mechanizm ustąpił, weszła do środka. Jeśli było zamknięte, zgięła palce i zapukała. Głośno i mocno. Stwórzmy pozory dobrego wychowania, to przecież też jakaś tam forma zabawy. W damę, która nie miała pojęcia jak otworzyć zamek wytrychem, czy coś. Niestety w przypadku, gdy nie doczeka się żadnego odzewu, poradzi sobie tak, jak poprzednio i unieszkodliwi mechanizm własnoręcznie. Żaden problem, chociaż będzie musiała pożegnać się z wizją chwilowego zostania elegancką, przykładną obywatelką. Jakoś przeboleje.

Lisavet Casey

Posts : 11

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Antykwariat

Pisanie by Anthony Mathers on Czw Maj 21, 2015 11:52 pm

Właśnie nastala pora, w której jak zwykle zamykał antykwariat. Byla punktualnie dwudziesta druga, gdy powoli przekręcił kluczyć w zamku od drzwi wejściowych do środka. Zmęczony po całkiem ruchliwym dniu siedział i dokańczał wykonywanie podsumowania dnia dzisiejszego i sprawdzeniu stanu kasy na dzień dzisiejszy. W sumie musiał przyznać, że całkiem dobrze się mu dziś powiodło. Ba, cały ten miesiąc wychodził na plus, więc chyba tym razem nie będzie się musiał martwić o opóźnienie w zapłaceniu za czynsz. No, i przede wszystkim nie musiał się martwić, że na nie wiadomo ile musiałby zamknąć antykwariat z powodu zaległości, które miał w opłatach. Życie do łatwych nie należało, a Anthony był całkiem prostym i prymitywnym jak na te czasy człowiekiem. Kiedy coś się mu zepsuło, to naprawiał to i nie kupował nowego. Zawsze wybierał to co najprostsze, co było stare i przereklamowane. Ten człowiek zdecydowanie był przesadnie przywiązany do minionej epoki. Na tyle, by nie do końca lubić aktualną.
Mial zamiar udać się na zaplecze antykwariatu, by tam powoli szykować się do wyjścia do domu. Cóż, należał się mu w końcu odpoczynek, nie? Niestety przerwało mu pukanie do drzwi. W pierwszej chwili zamierzał zignorować gościa, który to o tej porze postanowił mu zająć trochę czasu. Dostrzegł jednak kobietę, którą wcześniej już widział. Ah, tak... Byla tu już.
Od razu podszedł do drzwi, by ominąć kolejną wymianę zepsutego zamka i otworzył je, od razu kierując nieco pytające spojrzenie w stronę jasnowłosej.
- W czym mogę pomóc?
Zapytał spokojnie, zaraz to oczywiście wpuszczając ją do środka.

Anthony Mathers

Posts : 34

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Antykwariat

Pisanie by Lisavet Casey on Pią Maj 22, 2015 8:09 pm

Właściwie nigdy nie zależało jej na tym, czy ktoś zechce otworzyć drzwi, kiedy pukała. Była silną, niezależną kobietą, która musiała gdzieś tam po drodze nauczyć się radzić sobie w życiu. Jak zarobić, żeby się nie narobić, jak wyplątać się z problemów, jak wbić komuś do mieszkania i wynieść z niego kilka drobiazgów. Bardzo przydatne umiejętności, serio. Mimo wszystko, wyraźnie ucieszyła się, gdy właściciel antykwariatu odpowiedział na jej pukanie. Nie ruszając się prawie w ogóle, poczekała aż otworzy jej drzwi. Bo właśnie po to kierował się w ich kierunku, prawda? Doskonale.
Korzystając z zaproszenia, weszła do środka. Nie odpowiedziała od razu, najpierw rozejrzała się po pomieszczeniu, chyba upewniając się, że to właśnie tutaj wcześniej była. Jakby samo spojrzenie na mężczyznę stojącego obok jej nie wystarczyło. Nie zdawała sobie nawet sprawy z aż tak późnej pory. Albo inaczej, wiedziała prawdopodobnie, która mniej więcej jest godzina, ale odbierała ją bardziej jako wczesny wieczór. Przez myśl oczywiście nie przeszło jej, że mogłaby przeszkadzać w zasłużonym odpoczynku po pracy, czy coś. Ona w końcu nie pracowała od wielu lat, zapomniała już jak to jest.
- Dobre pytanie - odezwała się wreszcie, obdarzając adresata wypowiedzi delikatnym, przyjaznym uśmiechem. Bo po prostu miała ochotę się uśmiechnąć, nie że próbowała czarować. - Chciałam kilka razy zadzwonić, ale zawsze przypominało mi się, że ludzie nie lubią, kiedy dzwoni się do nich nad ranem. Dziwne, dla mnie to idealny czas na rozmowy.
Weszła między regały i po chwili zerknęła przez ramię, chcąc sprawdzić, czy za nią poszedł. Jeśli tak, mówiła dalej normalnie, jeśli nie - poniosła głos na tyle, by usłyszał ją z pewnej odległości. Zaczęła przyglądać się poszczególnym półkom, zupełnie jak kiedyś, kiedy zajrzała tu po raz pierwszy. Teraz jednak nic konkretnego nie przykuło jej uwagi, przynajmniej na razie. Pociągnęła nosem, by poczuć przyjemny zapach otaczających ją staroci. Kurz i te sprawy, sama słodycz. Chyba, że nie było kurzu, nie sprawdzała.
- Utrzymuje się pan wyłącznie ze sprzedaży antyków? Nie wydaje mi się, by była to bardzo dochodowa praca.
Nie dało się określić, czy w głowie szumiały jej myśli dotyczące podziwu, niedowierzania, czy jeszcze czegoś innego. Ale nie ma co doszukiwać się tutaj drugiego dna, głębokiego przekazu. Po prostu powiedziała to, nad czym aktualnie się zastanawiała.
- Ale jest pewnie wymagająca. O której pan zamyka? - Teraz można było wychwycić zaciekawienie. Dziwne, że i dzisiaj zastała go w środku, kiedy większość sklepów, jakie mijała, wyglądała na pozamykane. W każdym razie, przez cały ten czas nie szukała go wzrokiem, nie próbowała mówić, patrząc na niego. Stale obserwowała wystawione na regałach przedmioty, bardzo powoli poruszając się do przodu. Czyżby przyszła na pogawędkę?

Lisavet Casey

Posts : 11

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Antykwariat

Pisanie by Anthony Mathers on Pią Maj 29, 2015 10:08 pm

W pierwszej chwili chciał w sumie zignorować jej obecność przed drzwiami, ale tak czy siak by do środka weszła, więc bez sensu byłoby znowu płacić za wymianę wyłamanego zamka. Po ich pierwszym spotkaniu zdawał już sobie sprawę z tego, że byłaby do tego zdolna - być może nawet posunąć się jeszcze bardziej. Po rozpatrzeniu wszystkich możliwości po prostu wpuścił ją, zaraz to uważnie śledząc ją wzrokiem. Oczywiście powoli podążał za nią, utrzymując te kilka kroków odległości. Tak na wszelki wypadek. Sam odwrócił tylko na chwilę wzrok, by ustawić krzywo stojącą figurkę albo otrzeć z delikatnego osadu kurzu okładkę twardo oprawionego tomiska.
- Telefon wyłączam równo o dwudziestej trzeciej, więc podejrzewam, że raczej nie wywołałoby to u mnie złości, madame - oznajmił spokojnie, poprawiając zsuwające się rękawy flanelowej koszuli, które to miał podwinięte do łokci. Taki miewał nawyk, gdy jako "ważna osobistość" Detroit często zdarzały się mu nocne telefony. Ważne wtedy sprawy były tak naprawdę drobnostkami, którymi Anthony mógłby zająć się popołudniu. Po czasie wszyscy się przyzwyczaili i z ważnym, nie cierpiącymi zwłoki sprawami przyjeżdżali prosto pod drzwi jego domu. Nawyk ostał się nawet do dziś, po jego wyjeździe z ukochanego miasta i stosował to również tutaj, w Los Angeles. A co jeśli jakiś kretyn znajdzie jego numer w książce telefonicznej i zacznie wydzwaniać w nocy? Albo Jehowi postanowili używać teraz telefonu do dręczenia ludzi? Wszystko było możliwe, a blondyn wolał bez przeszkód spać i wypoczęty wstać z rana, żeby wziąć się za pracę i odbierać ewentualne telefony.
- Owszem, utrzymuję się tylko z tego. Nie zarabiam kroci, ale starcza na wszelkie opłaty i pierdoły, które zachce mi się kupić.
Odparł uprzejmie, ponownie przenosząc wzrok na postać jasnowłosej kobiety. Oczywiście wiedział, że to dziecię nocy za dnia to raczej do niego nie zadzwoni i wizyt musiałby się raczej spodziewać w środku nocy, o ile jeszcze będzie w sklepie.
- Praca pochlania większość mojego czasu. Zazwyczaj zamykam kwadrans przed dziesiątą, ale chyba pora pomyśleć nad nocnymi dyżurami dla nocny marków.
Oznajmił z delikatnym uśmiechem, oczywiście kierując aluzję do tej konkretnej wampirzycy. Nie wiedział w sumie co ponownie ją tutaj sprowadziło, ale w sumie poczuł się milo. Dawno nie miewał gości, był raczej samotnikiem. Dziwakiem, który żył w swoim własnym świecie - odizolowanym od tego, który go otaczał i stale się zmieniał, a Anthony niestety nie potrafił nadążyć za nim.
- Właściwie... to czemu zechciała mnie pani ponownie odwiedzić?

Rozgrywka zawieszona po wspólnej decyzji użytkowników i administracji.

Anthony Mathers

Posts : 34

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Antykwariat

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach