Kanały Venice

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Kanały Venice

Pisanie by Drake Rousseau on Wto Lut 10, 2015 4:29 pm

Dystrykt Kanałów w dzielnicy Venice jest powodem, dla którego nosi ona właśnie taką nazwę. Dystrykt wyróżnia się siecią kanałów wybudowanych w 1905 roku przez Abbota Kinneya. Kanały miały przypominać te, które można zobaczyć we włoskiej Wenecji.
avatar
Drake Rousseau
Agresywne Pedalskie Uke

Posts : 267

Zobacz profil autora http://cityofangels.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Kanały Venice

Pisanie by Drake Rousseau on Czw Kwi 16, 2015 10:12 pm

Venice była jedną z tych dzielnic, w których chłopak najczęściej odstawiał swoje sztuczki i zarazem najczęściej kradł portfele bogatych snobów, którzy zwykle nawet nie zwracali na to uwagi. Teraz był w trakcie kolejnego ze swoich pokazów i w charakterystycznej masce królika zabawiał dość spory tłumek ognistymi sztuczkami. Sam nieodmiennie był zafascynowany i zauroczony tańczącymi płomieniami, zaś ta osobowość kuglarza ulicznego była dla niego niezmiennie nowym i świeżym doświadczeniem, które pozwalało mu na odrzucenie prawdziwego, introwertycznego i nieśmiałego siebie, przynajmniej na jakiś czas.
Zachwyceni ludzie przy jednym z mostów anielskiej Wenecji rzucali mu kolejne datki, przy czym obdarzali go też licznymi owacjami, brawami i prośbami o bis. Zmęczony kolejnymi pokazami Drake w końcu spakował wszystko do plecaka i wrócił do bycia sobą; nie zauważył, gdy słońce zaszło. Miał zamiar udać się teraz do domu, jednak zatrzymał się na moście, by złapać jakąś wolną chwilę - ostatnimi czasy niewiele ich miał, nagromadziło mu się dość sporo nauki, a resztki wolnego czasu spędzał właśnie na zarabianiu. Miał ostatnio spore powodzenie, niemalże zapomniał o incydencie sprzed czterech miesięcy.
Trzeba przyznać, że klub Pandemonium i to, co w nim zaszło, wywarły na chłopaku dość negatywny wpływ. Przez to wszystko tym bardziej zaczynał bać się ciemności - przecież według wszystkich twierdzeń i wierzeń, właśnie w ciemności kryły się najgorsze bestie. Nigdy nie widział, jak ktoś naprawdę umiera przy nim. W tamtym przeklętym miejscu ludzie ginęli tak, jakby nigdy ich nie miało być. Niewielu zostało przy życiu i to właśnie w dalszym ciągu przerażało Drake'a. Nigdy też nie był świadkiem przebywania tylu demonów w jednym miejscu. Niekiedy widywał je na ulicach, gdzie gnębiły wszystkich, którzy się napatoczyli, ale nigdy nie robiły tego masowo.
Była jeszcze jedna rzecz, która w tej chwili wzbudzała jego strach. Giovanni Alvarez, z którym mniej więcej od tych cholernych czterech miesięcy był w związku. Niewątpliwie kochał mężczyznę, jednak od czasu wydarzeń w Pandemonium krył przed nim fakt, że tam był. Zapewne wilkołak byłby na niego zły, byłby wściekły, że Drake tak głupio ryzykował życiem, byleby w jakikolwiek sposób zapewnić mu bezpieczeństwo. Mężczyzna się o niego troszczył, był taki kochany i w ogóle najlepszy, że chłopak nie wiedział, jak powinien się zachowywać i odwdzięczyć za to wszystko. To miała być jego forma podziękowania, jakieś małe śledztwo, nie spodziewał się, że dojdzie aż do tego.
Westchnął ciężko i oparł się o barierkę mostu, wbijając przy tym nierozumiejące, tępe i przepełnione poczuciem winy spojrzenie w wodę. W końcu jednak zabrał swoje zacne cztery tylne litery, by zaraz wmieszać się w malejący stopniowo i cichnący tłum ludzi, którzy dalej pędzili w niewiadomych kierunkach. Było już ciemno i zrobiło się dość chłodno, zatem zapiął bluzę i nasunął na głowę kaptur. Przez cały czas towarzyszyło mu dziwne przeświadczenie, że tego wieczora znowu dojdzie do czegoś ciekawego.

_________________
< 3 < 3
avatar
Drake Rousseau
Agresywne Pedalskie Uke

Posts : 267

Zobacz profil autora http://cityofangels.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Kanały Venice

Pisanie by Ravena Poe on Sob Kwi 18, 2015 7:05 pm

Dziś będzie inaczej. Na pewno.
Szybkim krokiem przemierzała ulice, ubrana w tradycyjną czerń. Peleryna powiewała za nią, niby skrzydła utkane z mroku. Kaptur rzucał cień na blade oblicze, które zdawało się należeć do umarłej istoty. Skrywał przed obcymi spojrzeniami. Można było udać, że ochroni ją także przed złem tego świata.
Nie nie... Co też znowu sobie myśli. To Ona jest przecież Złem. Córką demona, plugawym bękartem...
-Nie. Nigdy więcej.-skarciła siebie ostro i przyspieszyła kroku.
Nie będzie więźniem własnego umysłu, ani czterech ścian pustego pokoju. Nikogo dziś nie skrzywdzi. Nie będzie wiecznie się ukrywać. Noc jest jej... Gwiazdy są jej...
Ciche krakanie przywołało ją na ziemię. Stanęła w miejscu wbijając wzrok w bezkres nieba.
-Jednak wyszłaś.
Rozejrzała się uważnie dookoła, aż w końcu dostrzegła swojego przyjaciela. Kruk spoglądał na nią czarnym koralikiem oczu, śledził uważnie każdy jej ruch. Gałąź drzewa, na którym siedział pomału zaczynała się odradzać. Pierwsze, śmiałe liście zaczynały budzić się ze snu.
-Wiosna podobno jest porą zmian i nowych szans Edgarze.-odpowiedziała krótko.
Czarne ptaszysko zaśmiało się charakterystycznie z nutką ironii i rozpostarło skrzydła. Widząc to dziewczyna wyciągnęła w jego stronę ramię, na które chwilę później osiadł.
-Więc kto dzisiaj?-spytał.
-Nikt. Nigdy więcej.-odparła ostro ponownie kontynuując szybki marsz.
Udawała, że nie widzi niedowierzania w czarnych koralikach. Nie wierzył w nią. Przywykła. Mijała właśnie niewielki domek, kiedy poczuła znajome drganie powietrza. Przystanęła.
-Raveno...-Edgar momentalnie zareagował.
Zamknęła na moment oczy i potrząsnęła głową. Obrazy, wszędzie obrazy. I dźwięki...
Niepewny krok do przodu, będący ostatnią próbą ratunku.
-Raveno.-krakanie stało się bardziej natarczywe.
Nie odpowiedziała. Kruk wbił swój ostry dziób w nieosłonięty nadgarstek dziewczyny. Biel skóry momentalnie skaził strumyczek szkarłatu:
-Raveno!
Nie usłyszała. Była już gdzie indziej, poza granicami rzeczywistości. Nogi zmieniły się w watę, umysł przepadł w ciemności. Jej dłonie machinalnie odnalazły chropowatą powierzchnię ściany, utrzymując rozdygotane ciało w pionie. Chmurne tęczówki pięknych oczu zniknęły pod czernią źrenic.
Cichy śmiech kilkuletniego dziecka zbliżał się z zawrotną prędkością:
-Jamie!-krzyknęła młoda kobieta, rozbawiona tak samo jak jej syn.
Ravena zamrugała zdezorientowana oczami, rozglądając się po nieznajomym pomieszczeniu. Nie... Tylko nie znowu...

Gdzieś na dnie jej serca zbudziła się chora żądza. Dzika bestia. Wygłodniała po zbyt długiej przerwie. Uniosła pokiereszowany łeb, węsząc z utęsknieniem. Ravena gwałtownie pokręciła głową, próbując ją ponownie uśpić, ale w odpowiedzi potwór wbił zakrzywione szpony w jej ciało. Zgięła się z bólu, nie umiejąc powstrzymać cichego jęku który przeciął chłodne powietrze.
Już sama jej obecność w śnie młodej kobiety sprawiła, że sceneria zaczęła się zmieniać. Świat snu zamilkł, wyczekując zbliżającej się burzy.
I już znała tę kobietę - Elodie - szczęśliwą matkę i żonę...

Niby włamywacz odkryła jej lęki i marzenia. Przeglądała zakurzone stronice wspomnień, tkając z nich najgorszy koszmar.
Zatęchła woń lochu drażniła nozdrza, wywoływała mdłości. Ciemność rozpraszał tylko chorowity blask pochodni a młoda kobieta, jej ofiara, więzień stał bezradnie w ciemnościach. Tuż za jej plecami widniało wyjście na które spoglądała tęsknie.
Nie ma już ratunku. Powietrze rozrywał przeciągły wrzask torturowanego człowieka. Między krzykami wpleciono modlitwę do matki świętej, błagania o ratunek, który nigdy nie nadejdzie.
-Idź przed siebie. Przecież głos brzmi tak znajomo...- podszepnęła Ravena głosem wyzbytym z wszelkich uczuć.
Kobieta posłuchała. Drobne ciało drżało z zimna i rosnącego przerażenia, gdy każdy krok przybliżał ją do serca krzyków.
Nie ma litości.
Zupełnie nagle, tuż przed ostatnim zakrętem potknęła się, uderzając ciałem o ziemię. Wyciągnęła przed siebie rękę, chcąc się podeprzeć i wstać a wtedy jęknęła cicho ujrzawszy swoje dłonie. Lepka czerwień migotała w nikłym świetle. Obejrzała się przez ramię a wtedy z jej twarzy odpłynęły wszelkie kolory, gdy przyczyną jej upadku okazało się być poszarpane ciało strażnika. Szare oczy rozwarły się gwałtownie, błędny wzrok wbił się w ziemię pokrytą szkarłatem, który mieszał się z ziemią, tworząc krwiste błoto.
Cofnęła się mimowolnie a wtedy z końca korytarza dobiegł kolejny krzyk. Zmienił swą tonację, przesiąkł rozpaczą, wyśpiewywał jej imię. Elodie zawołała swojego męża zdławionym przez łzy szeptem, rzucając się do szaleńczego biegu.
Co chwila ślizgała się na krwi, której było coraz więcej, potykała się o ciała kolejnych osób.

Z małego domku dobiegły pierwsze krzyki, przerywające spokój nocy. Ofiara śniła koszmar z którego nie mogła się obudzić.
Wołała męża, gdy zbliżała się nieuchronnie do sali tortur. W końcu drzwi huknęły, ukazując jej swe tajemnice.
Rozpaczliwy krzyk wyrwał się z jej płuc, a duch skierował na nią swoje puste oczodoły. Szeptał jej imię jak w gorączce, nawet po śmierci nie mogąc znaleźć ukojenia, wybawienia z koszmarnej sali. Zaczęła się wycofywać a wtedy duch zawył rozpaczliwie:
-Nie idź...- Ponownie wykrzyknął jej imię. Desperacja w jego głosie zmusiła ją do uczynienia kilku kroków. Szarooka wyciągnęła drżącą rękę, jakby pragnąć umniejszyć ukochanemu cierpienia.
Jego ciało wygięło się jak po uderzeniu, na przeźroczystym ciele otwarły się kolejne rany. Upadł na ziemię przeklinając wszechświat niekończącą się serią wrzasków. Powietrze wypełniło się zapachem przypalanego mięsa i krzykami.
-Elodie... Ratuj... - błagał duch wijąc się bólu - Rag...hmuj...
Wraz ze słowami z jego ust wydobyła się fontanna krwi. Słowa stawał się coraz mniej wyraźne, wbijały kobietę w ścianę celi, więziły gorzej niż wszelkie kajdany. I nagle wszystko ucichło. Duch znieruchomiał po serii drgawek. Kobieta wydobyła z siebie zduszony jęk osuwając się na podłogę. Jednak nie miała szans pogrążyć się w rozpaczy, bo ze ścian zaczynała wyłaniać się mgła. Kłapnęły ostre kły mglistych wilków, zabłysły krwiste oczy pulsujące w rytmie jej serca.
Kolejny wrzask. Pędziła korytarzem, ślizgając się na krzepnącej krwi, słysząc za sobą uderzenia miękkich łap. Schody zamigotały jej w dali, gdy przyspieszyła.
Jeszcze tylko chwila...
Nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Potknęła się tuż przed pierwszym stopniem, obijając sobie boleśnie ciało. Na czworakach zaczęła wspinaczkę, po schodach, które nagle pokryły się odłamkami szkła.
Już prawie...
Ostre kły zagłębiły się w jej kostce, szarpiąc w dół.

Kontakt został zerwany. Ravenę przepełniała chora euforia, zmieszana z mdłościami i rosnącymi wyrzutami sumienia. Z domu obok wciąż rozbrzmiewały krzyki, mężczyzna szeptał coś uspokajająco, gdy jego żona krztusiła się łzami.
avatar
Ravena Poe

Posts : 8

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kanały Venice

Pisanie by Drake Rousseau on Sob Kwi 18, 2015 8:18 pm

Niewiarygodne było to, że naprawdę było tu dość zimno. Temperatura przypominała tą typową dla i tak ciepłej zimy w Los Angeles, jednak wydawała się jeszcze nieco jednak niższa. Mógłby przyrównać ją do wyjątkowo chłodnej jesieni w Europie albo na północy Stanów, gdyby nie to, że chłopak tak naprawdę nie opuścił nigdy aglomeracji Miasta Aniołów. Jakież to jest męczące, gdy jesteś tak ciekawy świata, a ze względu na nikłe możliwości, między innymi finansowe, nie możesz go zwiedzać. Potarł dłońmi zmarznięte ramiona, chcąc chociaż troszeczkę zneutralizować efekty, jakie wywoływał na nim chłód.
Zimno... Czy temperatura czasem nie obniżała się, gdy w pobliżu były duchy? Tak chyba było, szczególnie, gdy w grę wchodziły te złe duchy, często utożsamiane z demonami. Zacisnął wargi i starał się zignorować fakt, że przez to skojarzenie jego ciało przeszły wyjątkowo nieprzyjemne dreszcze. Mimowolnie przyspieszył kroku. Czemu nie poszedł do domu wcześniej? Odpowiedź jest prosta: przecież to jest Drejki, przecież to jest geniusz. Normalna osoba bojąca się ciemności raczej jej unika, a Drake lgnie do niej jak ta przysłowiowa ćma do ognia. Ognia... O ironio. Niemalże spalił ten żart.
Kolejnym zaiste genialnym posunięciem z jego strony było skręcenie w jedną z ciasnych, ciemnych uliczek. Uznał, że może być to jakiś całkiem przydatny skrót, ale nie miał na czym oprzeć swoich podejrzeń, gdyż w tym zaułku był po raz pierwszy. Niemniej jednak, świeciło się tam światło, więc poczuł się całkiem bezpiecznie. W pewnym sensie ulga wkradła się do jego serca, nawet nieco zwolnił kroku. Był spokojniejszy.
Ale to do czasu.
Idealnie w chwili, gdy przechodził pod latarnią, jej żarówka jak gdyby nigdy nic zaczęła migotać, po czym nagle dosłownie wybuchła. Reakcją chłopaka było przerażenie, które znalazło ujście w okrzyku bojowym pradawnych nordyckich wojowników podbijających środkowoeuropejskie wioski i natychmiastowe przyspieszenie kroku. Ku jego zadowoleniu, udało mu się wydostać na zwykłą ulicę. Gdy tego dokonał, odetchnął głęboko i rozejrzał się, by zaraz spojrzeniem napotkać ciemnowłosą dziewczynę, która...
... Rozmawiała z krukiem. "Spokojnie, to wielkie miasto, przynajmniej nie wrzeszczy o Illuminati, jaszczuroludziach i Strefie 51..." - uspokoił samego siebie w myślach, niemniej jednak postanowił postać przez chwilę w tym samym miejscu i obserwować nieznajomą. Stała pod drzewem i widocznie prowadziła z ptaszyskiem konwersację, z której kilka fraz wyjętych z kontekstu udało mu się wychwycić. Całość brzmiała, jakby dziewczyna robiła ludziom krzywdę, jakby raniła ich, a może okradała?
Kruk zleciał na jej ramię, a ona kontynuowała drogę w swoją stronę, nieznaną Drake'owi. Chłopak wolno ruszył za nią - może dowie się czegoś interesującego, może zyska jakieś przydatne informacje na jakiś temat, który jeszcze był mu dość odległy? No cóż, jeśli nie sprawdzi, to się nie dowie, w czym rzecz. W końcu nieznajoma przystanęła, co zrobił też sam Drake, kawałek drogi od niej; był na tyle blisko, by wszystko słyszeć, ale też na tyle daleko, by ewentualnie uciec. Rozpiął plecak i zaczął udawać, że w nim czegoś szuka, przy czym też spoglądał w kierunku nieznajomej.
W pewnej chwili do jego uszu dotarł przeszywający ciszę nocy krzyk przerażenia. Słysząc go chłopak momentalnie zamarł. Dłuższą chwilę zajęło mu wracanie do siebie. Nie wiedział, skąd, ale miał pewność, że to właśnie ta dziewczyna jest powodem, dla którego ktoś właśnie krzyczał. Zmarszczył brwi i wbił spojrzenie błękitnych, zdziwionych oczu w nieznajomą i jej ptasiego towarzysza. Ciemnowłosy ponownie zapiął swój plecak i zarzucił go na plecy, po czym niepewnie podszedł do dziewczyny. Nogi miał jak z waty, jednak starał się tego nie pokazywać.
- Wiesz, kto właśnie krzyknął..? - Spytał prosto z mostu, nie siląc się nawet na uprzejmość. Nie miał konkretnych zamiarów w tej sytuacji, jedynie chciał zaspokoić swoją ciekawość. Jeśli zajdzie taka konieczność, będzie z nią walczył, jednak wolałby tego uniknąć. Z drzewa nieopodal spadł złoty liść, który dołączył do kilku innych leżących już na chodniku. Ostatnimi czasy pogoda była zwariowana...

_________________
< 3 < 3
avatar
Drake Rousseau
Agresywne Pedalskie Uke

Posts : 267

Zobacz profil autora http://cityofangels.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Kanały Venice

Pisanie by Ravena Poe on Nie Kwi 26, 2015 2:43 pm

Zduszony szloch, który wydobył się z piersi dziewczyny zagłuszył szelest skrzydeł. Nie podniosła nawet głowy, gdy ów dźwięk dotarł do jej podświadomości. Wiedziała, dobrze wiedziała, kto nadlatuje.
Wiele mitów i legend zawiera w sobie ziarnko prawdy. Tak i w tym przypadku... Kruki nie na darmo kojarzone były z wojnami, nieszczęściami, cierpieniem i śmiercią. Żywią się negatywnymi emocjami. Gdyby podniosła głowę, mogłaby niemal zobaczyć jak rozszarpują między sobą niewidzialne szaty strachu.
Ptak na jej ramieniu poruszył się niespokojnie. Czarnowłosa ze zrezygnowaniem podniosła rękę ku niebu, pozwalając mu lecieć. Załopotały miękkie skrzydła, muskając w pieszczocie jej policzek.
-Nevermore. Nevermore.-krakały kruki ironicznie.
Śmiały się z niej. Bezlitośnie przypominały, że nie może zmienić tego kim jest.
-Nasza Pani. Pani koszmarów.-trzepot skrzydeł niemal tworzył melodię.
Powinna stąd iść. Zaraz ktoś zauważy, usłyszy...
Ucichły. Bezszelestnie wylądowały na ziemi, wpatrując się w nią, przechylając główki. Gdy już miała się odwrócić i odejść, usłyszała czyjś głos.
Wiesz, kto właśnie krzyknął..?
Spojrzała niepewnie na kruki, które nagle znieruchomiały. Cisza przed burzą... Wszystkie naraz zerwały się do loty, podnosząc krzyk, osłaniając ją jak swoiste tornado. Czuła ich napięcie, zdenerwowanie... Gotowość do ataku.
-Dość!-rozkazała.
Zdezorientowane ponownie przysiadły na ziemi. Ravena odwróciła się do młodego chłopaka, wpatrując się w niego. Jej serce zamarło.
Widział ją. Widział... Z tymi lśniącymi szaleństwem oczami, jak za każdym razem, gdy kogoś skrzywdziła.
-Raveno...-zakrakał ostrzegawczo Edgar.
Zrozumiała. Rzuciła szybkie spojrzenie na okno domu. Ktoś się do niego zbliżał...
Złapała stojącego obok chłopaka za rękę i rzuciła się do biegu. Kruki rozpierzchły się w różnych kierunkach, część z nich zasłoniła okno, dając jej bezcenny czas na ucieczkę.
Edgar leciał tuż nad nią, wskazując drogę, którą powinna biec, w której na nikogo nie trafi. W końcu wypuściła z uchwytu dłoń chłopaka. Oddychała przez chwilę ciężko, zgięta w pół.
-Zapomnij o tym co widziałeś.-Zarzuciła na głowę kaptur, który spadł jej podczas biegu.
Wyprostowała się, trzymając dłoń na sercu. Odwróciła się do niego plecami, zagwizdała cicho i westchnęła z ulgą, gdy z nieba sfrunął jej kruk. Ciepło przyjaciela niemal ją uspokoiło.
avatar
Ravena Poe

Posts : 8

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kanały Venice

Pisanie by Drake Rousseau on Nie Kwi 26, 2015 4:49 pm

W dalszym ciągu przyglądał się dziewczynie, która nagle zaniosła się płaczem. To zdecydowanie nie było normalne, typowo ludzkie zachowanie, przynajmniej chłopak nigdy nie widział, by zwykły człowiek się tak zachowywał. Musiała wiedzieć. Musiała wiedzieć, co i dlaczego właśnie się stało. Dlaczego jakaś kobieta lub dziewczyna przed chwilą krzyczała z przerażeniem.
Kruki... Czyżby zwiastowały kolejne nieszczęście? Zwykle właśnie w obliczu złych rzeczy ukazywały się większymi stadami. Każda katastrofa miała swoje kruki, swoich zwiastunów i późniejszych sprzątaczy.
Pierzaste szczury krakały, jakby mówiły do dziewczyny - zdecydowanie musiała mieć z nimi jakiś związek. Otoczyły ją, jak gdyby chciały ją przed czymś - Drake'iem? - ochronić. Sposób, w jaki trzepotały skrzydłami był nieznośny dla ucha; chłopak wielokrotnie go słyszał, jednak gdy ptaszyska były tak blisko, odgłos był nie do zniesienia. Okropny.
W pewnym momencie skierowały swoje spojrzenia na niego - zdecydowanie nie były przychylne i sympatyczne. Przypuszczał, że w tej chwili powinien się bać, zawładnął nim niepokój. Mięśnie napięły się, był gotów do ucieczki... Dość absurdalnej ucieczki, ponieważ wiedział, jak szybko ptaszyska potrafią dorwać uciekającego człowieka. Widział przecież sławne "Ptaki" Hitchcocka, w którym tytułowe kreatury pożerały bez litości ludzi. Widział, że one także były gotowe, by wykonać swój ruch. I zapewne tak by się stało, gdyby nie rozbrzmiał głos dziewczyny.
Kolejne wydarzenia spadły na niego zdecydowanie zbyt szybko i gwałtownie; rumor w domu, dziewczyna znalazła się tuż przy nim i złapała go za rękę, ciągnąc go w jakimś nieznanym kierunku. Nawet nie zastanawiał się nad tym, co się działo - po prostu biegł za nią. Gdy zatrzymali się, chłopak starał się złapać oddech. Miał niezłą kondycję, ale bieg z ciężkim plecakiem nie należał do miłych rzeczy.
- Zgłupiałaś.- mruknął, kierując na nią spojrzenie. Nie znał dziewczyny, niemniej jednak teraz wbijał w nią niekoniecznie przyjazne spojrzenie. Zmrużył nieco oczy, przechylając głowę na bok. Jego twarz była pokryta delikatnym rumieńcem, który pojawił się z winy biegu, jaki właśnie odbyli. - Nie jestem Przyziemnym.

_________________
< 3 < 3
avatar
Drake Rousseau
Agresywne Pedalskie Uke

Posts : 267

Zobacz profil autora http://cityofangels.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Kanały Venice

Pisanie by Ravena Poe on Pią Maj 01, 2015 5:06 pm

Nie powinna go za sobą ciągnąć. Jednak przez chwilę nie myślała. Spanikowała, że zostanie zauważona przez męża kobiety. Zresztą... Nigdy nie chciała by ktokolwiek ją zobaczył.
Spojrzała w czarne koraliki kruka, dostrzegając w nich swoje odbicie. Oczy przestały jej świecić tym upiornym blaskiem. Całe szczęście.
-Nie jesteś Przyziemnym?-spojrzała szybko na chłopaka.
Głupie pytanie. Skąd mógłby znać tą nazwę, gdyby nim był?
Dziewczyna zmieszała się. Wciąż w jej żyłach płynęło cudze przerażenie, będące jak narkotyk. Utrudniało myślenie.
-Przepraszam Cię.-wyraźnie unikała spojrzenia czarnowłosego.-Nie mam zbytniej styczności z innymi... Nie umiem odróżnić...
Czy tłumaczenie w ogóle ma jakiś sens? Kruczysko wbijało swoje pazurki w jej rękę, obserwując nieznajomego złym wzrokiem.
-Uspokój się Edgar.-skarciła go cicho.
Wyprostował skrzydła ostrzegawczo, ale w końcu jego spojrzenie złagodniało. Ravena westchnęła cicho, sama wyczuwając, że chłopak nie jest do niej szczególnie przyjaźnie nastawiony. Zresztą, kto by był.
-Po prostu przepraszam.-Powtórzyła jeszcze raz.
Brzmiało to tak jakby przepraszała go nie tylko za nagły bieg, sytuację, której był świadkiem ale też za własne istnienie. Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale zwyczajnie brakowało jej słów. Może już całkiem zdziczała? Nie potrafiła sobie przypomnieć nawet, kiedy z kimś ostatnio rozmawiała, z kimś kto nie byłby gościem w kawiarni, lub pracownikiem. Zamrugała szybko, chcąc pozbyć się pieczenia w oczach.
-Ravena?-spytał Edgar.
Uśmiechnęła się do niego z trudem i zaczęła iść pospiesznie przed siebie.
avatar
Ravena Poe

Posts : 8

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kanały Venice

Pisanie by Drake Rousseau on Pią Maj 01, 2015 6:52 pm

- Nie, nie jestem Przyziemnym... Tak, jak właśnie przed chwilą powiedziałem. - Odparł jakby znudzony, wzdychając przy tym cicho. Dopiero teraz przyjrzał się nieznajomej i po dłuższej chwili stwierdził, że wydaje mu się jakaś znajoma... Może już kiedyś ją spotkał, tylko nie pamiętał? No, wiadome jest, że z pewnością nie było to tak spektakularne spotkanie, jak to teraz. Jego uwadze nie umknęło, że traktowała tego ptaka, który wszędzie jej najwyraźniej towarzyszył, jak przyjaciela. " Niektórzy mają psy, świnki morskie, legwany, kruki, świeczki w klatkach, manekiny w klatkach. Jak kto woli. Świat jest zaczarowany..."
- Przepraszam? - Powtórzył za nią jak echo, unosząc przy tym brew w pytającym geście. Po chwili usłyszał powód jej przeprosin. - Ale nie masz za co. Tylko... no.
Nie umiał ubrać myśli w słowa, bo... w ogóle o czym właściwie mógł myśleć? Miał totalną pustkę w głowie. No i niecodziennie spotykał Podziemnych w akcji. Zwłaszcza w takiej dość koszmarnej akcji, która tak naprawdę zagrażała Przyziemnym.
- Edgar? Słodko. - Skwitował, gdy usłyszał imię pierzastej szkarady. Czuł się niepewnie w towarzystwie tej osoby... Wróć, a może tych osób? Nie wiedział w sumie, jak ich odbierać. Cofnął się o krok, jakby chcąc zachować bezpieczny dystans.
- Mówiłem już, że nie ma za co przepraszać, po prostu... - zmrużył oczy, wbijając spojrzenie najpierw w nią, a potem w kruka.
- Jeszcze raz zobaczę, że jesteś przy czymś, co komuś zagraża, to upiekę twojego latającego szczura i tak się nasza zabawa skończy. Więc... lepiej uważaj. - Rzucił za nią dość głośno i sam ruszył w swoją stronę.


[zt, bo nie mam pomysłu co robić ;_; ]

_________________
< 3 < 3
avatar
Drake Rousseau
Agresywne Pedalskie Uke

Posts : 267

Zobacz profil autora http://cityofangels.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Kanały Venice

Pisanie by Ravena Poe on Sob Maj 09, 2015 12:38 pm

Tak, Edgar. Prawie się uśmiechnęła.
Ciekawe czy w ogóle wiedział, skąd to imię. A nazwała swojego kruka na cześć Poe'go. Wciąż była zakochana w jego wierszach. Fascynowało ją niewyjaśnione, tajemnica jego śmierci jak i wcześniejszego zniknięcia.
-Łatwo ci powiedzieć.-pomyślała słuchając jego słów w milczeniu-Większość podziemnych panuje nad swoimi zdolnościami. Ich umiejętności to dar. Moje koszmary to przekleństwo.
Edgar zakrakał oburzony na jego słowa.
Ravena pogładziła uspokajająco czarne pióra i w końcu wzruszyła niezauważalnie ramionami, patrząc jak chłopak odchodzi.
Kruk uszczypnął ją w dłoń, przyzywając na ziemię. Otrząsnęła się z myśli i spojrzała w znajome, czarne oczy:
-Wiesz przyjacielu...-westchnęła-,,Z tego cienia na podłodze, duszy mej już żadne ręce nie podniosą...
-,,Nigdy więcej.''-dokończył kruk.
Chwilę później zniknęła w najbliższym cieniu, otulając się nim niby swoją peleryną.
I nic nie mogło zaświadczyć o tym, że parę chwil temu była tu obecna.
zt.

avatar
Ravena Poe

Posts : 8

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kanały Venice

Pisanie by Gilbert Renoir on Sro Maj 20, 2015 9:58 pm

Gilbert był bardzo grzecznym krwiopijcą. Ostatnimi czasy nawet nikogo nie zjadł tak do końca, jego posiłki zawsze uchodziły z życiem. Zupełnie, jakby obrał jakąś nową, dziwaczną dietę. Dawno nie widział Johanna, właściwie od wydarzeń w parku rozrywki nie wiedział, czy chce się z nim prędko spotkać. Z jednej strony bardzo chciał, a z drugiej... Przecież Johann poznał dawnego Gilberta. Tego drugiego, zupełnie innego, jego dawne oblicze, które od długiego czasu nie ukazywało się nikomu.
Tego wieczora, prawdopodobnie całkiem ciepłego, mężczyzna udał się na spacer po mieście. Słońce zaszło już jakiś czas temu i Los Angeles było pogrążone w mroku. Mimo późnej pory, ulice oczywiście były przepełnione ludźmi. Ludźmi, czyli ich krwią i zapachem... Czasem żałował, że czuł naprawdę zupełnie wszystkie wonie, jakie serwował mu świat. Niektóre wolałby po prostu pominąć, ponieważ nie należały do pięknych w żaden sposób.
Traf chciał, że zatrzymał się na dłużej w dzielnicy Venice, słynącej z kanałów - hołdu dla Wenecji włoskiej, po której zresztą odziedziczyła wdzięczne miano. Oba te miejsca były znane wampirowi, z tym, że jednak tą włoską znał znacznie lepiej i bliżej. W każdym razie, w dawnych czasach. Nie wiedział, w jakiej kondycji była ona teraz, ale pamiętał ją jako dość przyjemne miejsce.
Zatrzymał się na jednym z mostów i wbił wzrok w wodę, zaskakująco czystą, jak na tak wielkie miasto. Idealne warunki do przemyśleń egzystencjalnych, które jemu na szczęście nie groziły.

_________________
And I'll never let you go
'cause I know you'll come back to me
I'm the reason you came here,
I'm the American Tragedy
avatar
Gilbert Renoir

Posts : 63

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kanały Venice

Pisanie by Luzie von Treskow on Wto Maj 26, 2015 10:47 pm

Luzie była głodna. A to nigdy nie było dobre.
Szczerze mówiąc sama nie wiedziała, jak mogła doprowadzić się do takiego stanu. Ostatnio była tak zalatana, tyle miała do zrobienia i ogarnięcia, że nie miała nawet czasu myśleć porządnym posiłku. Kilka razy zadowoliła się odrobiną krwi, którą podkradła ze szpitali, ale to jednak nie to samo co ciepła posoka tryskająca z tętnic... Tak więc w tym momencie zazwyczaj opanowana wampirzyca praktycznie cała się trzęsła, kiedy szła powoli blisko kanałów Venice. Kiedyś zwiedziła Wenecję, tę Włoską, prawdziwą i była nią zauroczona na tyle mocno, że nawet po przeprowadzce do Los Angeles lubiła wspominać tę podróż i odbywać spacery nad tą namiastką, która jej tu została. Dziś jednak nie była to zwykła przechadzka - Luzie miała nadzieję znaleźć sobie posiłek. Nie chciała urządzać polowań, w typowym dla niej nieco artystycznym i horrorystycznym stylu, ale po prostu chciało jej się jeść. Jeśli będzie musiała pożre nawet szczury, które przemykały w ciemnościach.
Z tymi myślami prawie nie zauważyła, jak dotarła do jednego z mostów nad rzeką - do mostu, na którym ktoś stał. Jedno pociągnięcie nosem i już wiedziała, że nie jest to człowiek. Warknęła bezwiednie, w ten sposób pokazując swoje rozczarowanie i frustrację. W takim stanie ciężko jej było się kontrolować... Mein Gott, czy naprawdę o tak wiele proszę? Samotny śmiertelnik, niech już nawet będzie jakiś śmierdzący kloszard, ale żeby miał krew! Zawahała się moment, jednak postanowiła podejść bliżej, a nuż kolega będzie miał przy sobie "jedzonko"... Nie odezwała się jednak. W głowie próbowała sobie przypomnieć imię młodego chłopaka, którego kiedyś, dawno, dawno temu spotkała na ulicach Wenecji...

Powrót do góry Go down

Re: Kanały Venice

Pisanie by Gilbert Renoir on Wto Maj 26, 2015 11:09 pm

Gilbert w drodze wyjątku nie polował tego wieczora, nie był nawet głodny. Żył w dostatku pod każdym względem, wszystkie te przyziemne potrzeby zaspokajał, gdy tylko czuł, że powinien. Dzisiejsza noc niezbyt nadawała się jego zdaniem na polowanie. Była zbyt przyjemna, jakoś nawet poprawiała mu humor. Była okrutnie spokojna, jak na ten kraj, miasto i dość ruchliwą dzielnicę. Spokój... dawno nie miał spokoju. Ale to głównie dlatego, że był zdrowo kopnięty.
Zapewne byłby skupiony teraz na podziwianiu swego niewątpliwie przystojnego, idealnego, fenomenalnego, fantastycznego, niepowtarzalnego, cudownego i pięknego oblicza odbijanego przez taflę wody pod mostem, jednak... Z oczywistych względów nie mógł. Nie widział się w lustrze, nie był widoczny na zdjęciach, cóż za strata dla świata!
Pogrążony w zadumie, bo tylko to mu już zostało podczas wbijania spojrzenia jasnobłękitnych tęczówek w wodę kanału, nie zauważył w pierwszej chwili, że ktoś do niego podszedł. Usłyszał jedynie warknięcie i uniósł na nią wzrok. Zmarszczył brwi.
- Bună soara. - Przywitał się głośno po swojemu i zrobił krok w jej kierunku, po czym ukłonił się jak prawdziwy dżentelmen. Czasem zabawnie było mu takiego udawać. Woń panienki była zdecydowanie nieludzka i znajoma. Chyba już ją spotkał, tylko nie do końca kojarzył okoliczności ich spotkania.
- Panienka zagubiona, czy zgłodniała? - Spytał, uśmiechając się przy tym w niewątpliwie czarujący sposób. - Mógłbym być przewodnikiem dokąd sobie pani zechce pójść, jednak dzisiaj nie mam niestety nic do jedzenia.

_________________
And I'll never let you go
'cause I know you'll come back to me
I'm the reason you came here,
I'm the American Tragedy
avatar
Gilbert Renoir

Posts : 63

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kanały Venice

Pisanie by Luzie von Treskow on Wto Maj 26, 2015 11:48 pm

- Guten Abend - odpowiedziała Luzie, lekko się uśmiechając. To było takie typowe dla wampirów - każdy z nich pochodził z innego miejsca i czasu, każdy miał inne zwyczaje i przyzwyczajenia, każdy nazywał inny język swoim rodzimym. Dla niej był to niemiecki, którego jednak nie używała tak często jakby sobie tego życzyła. Ukłon młodzieńca wywołał w niej dość przyjemne odczucia, nawet jeśli domyślała się, że to jedynie kurtuazja doprawiona kpiną - miło było zobaczyć mężczyznę, który traktował ją jak kobietę, nie jak dziecko, w ciele którego na zawsze miała już pozostać. Jednak jego późniejsze słowa nieco ją dobiły. Nie ma nic do jedzenia. Muszę szukać dalej. Dlaczego?!
- Nie będę ukrywać, że dziś jestem wyjątkowo... Nieswoja. Od dawna nie jadłam, dość nieprzezornie uważając, że muszę załatwić najpierw ważniejsze sprawy... - Mówienie przychodziło jej z trudem, wciąż nieświadomie zaciągała się zapachami unoszącymi się dokoła, jakby licząc na to, że rzuci jej się w nozdrza woń świeżej krwi. - Pamiętam szanownego pana... Jednak nie potrafię sobie przypomnieć pana nazwiska - dodała uśmiechając się nieco przewrotnie, a potem wyciągnęła doń rękę, w geście, który kiedyś widywała u swojej matki - geście, którym wręcz żądała, by ją w tą dłoń ucałować. - Nazywam się Luzie.

Powrót do góry Go down

Re: Kanały Venice

Pisanie by Gilbert Renoir on Sro Maj 27, 2015 10:09 pm

- Ważniejsze sprawy? - Uniósł brew, zastanawiając się, co może być ważniejsze od jedzenia, szczególnie w przypadku wampira. Odnosił wrażenie, że kojarzył ją jeszcze skądś. Nagle do jego genialnej główki dotarło, że aktualnie ona była przywódczynią klanu wampirów. Wcześniej był jakiś gość, którego ledwo kojarzył, jeszcze wcześniej znowu ta dziewczyna i Anselm. Coś często to się zmieniało w klanie, ale w sumie... Nie jego cyrk, nie jego małpy.
- Och, oczywiście, panienko. Proszę mi wybaczyć, już pamiętam. - Raz jeszcze ukłonił się lekko i uśmiechnął w wystudiowany sposób. Wszystkie te dworskie zwyczaje wykuł na pamięć przez lata obracania się w modnym towarzystwie zarówno Podziemnych, jak i Przyziemnych.
- Och! - Wykrzyknął, zadowolony tym, że ktoś go kojarzy. Przecież tak fantastycznej istoty jak on nie sposób było nie pamiętać. Wyszczerzył się głupawo, lustrując niewysokie blond stworzenie wzrokiem. Już wiedział, skąd ją kojarzył. Wenecja, wiek dziewiętnasty i te sprawy. Wtedy nie nosił tego imienia, które ma teraz, chyba nawet kilka razy przeskakiwał między różnymi mianami, nie do końca pamiętał.
- Obawiam się, że moja aktualna godność może panience niewiele mówić. - Poinformował dziewczynę. Jego uwadze nie umknął sposób, w jaki Luzie oddychała, a raczej nawet... Tropiła? Tak, to chyba dobre słowo. Musiała być naprawdę głodna. Och... Biedactwo.
- Nie umiem przywołać wspomnienia moich dawnych nazwisk... Jednak to, co zwiemy różą, pod inną nazwą równie by pachniało. Czyż nie? - Zacytował, przy czym ujął jej dłoń i złożył na jej wierzchu pocałunek. Taki z niego dżentelmen, no patrzcie. Swoją drogą, dziwnie się mu było pochylać aż tak nisko, ale tego wymagało to całe "dobre wychowanie" i inne pierdoły tego typu, które podobno już go nie obowiązywały.
- Aktualnie używam imienia Gilbert. Najdawniej jednak byłem Virgilem. Swoją drogą, nie chciałaby pani może wybrać na przechadzkę po tej urodziwej dzielnicy? - Uśmiechnął się, jakby na wspomnienie dawnego życia i dawnego siebie. Znów stanął prosto i gestem zaoferował jej spacer pod ramię. Jak na tych ładnych obrazkach, a co. - Odnoszę wrażenie, że spotkaliśmy się kiedyś właśnie w... Wenecji. Czy nie było to przy okazji jakiegoś balu, panienko?

_________________
And I'll never let you go
'cause I know you'll come back to me
I'm the reason you came here,
I'm the American Tragedy
avatar
Gilbert Renoir

Posts : 63

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kanały Venice

Pisanie by Luzie von Treskow on Czw Maj 28, 2015 12:04 pm

Luzie musiała przyznać, że styl Gilberta bardzo jej się podobał. Co tu dużo mówić, czasami brakowało jej tych manier z dawnych czasów. Pewnie gdyby nie głód to trochę bardziej by się z nim przekomarzała, ale w tym momencie myślała tylko o palącym w gardle pragnieniu. Uśmiechnęła się jednak szczerze widząc jego postawę i wsunęła delikatnie rękę pod jego ramię.
- Drogi Gilbercie... Spacer w pana towarzystwie będzie przyjemnością, jeśli tylko obiecasz mi, że pozwolisz mi się posilić, gdy nadarzy się do tego okazja. - Posłała mu naprawdę uroczy uśmiech, jednak wciąż nie przestawała węszyć dokoła. - Ach tak, Wenecja! Piękne, niesamowicie piękne miasto! Wciąż pamiętam jej światła odbijające się w wodzie... - Luzie rozmarzyła się na moment. Po tym, jak zamieniono ją w wampira udała się do tego magicznego miasta, by odrobinę zaznać życia. Miała pieniądze (co z tego, że większość ukradła ojcu), więc kupiła sobie wtedy najpiękniejsze suknie i brylowała w towarzystwie. - Tak, to chyba był bal u jednej z baronowych... Ach, nie pamiętam już nazwiska, lata mijają jak szalone. Pan wtedy opowiadał takie ciekawe historie.
W tym momencie doszedł ją zapach świeżutkiej krwi. Jej oczy rozszerzyły się, a oddech przyspieszył. Uniosła głowę i zaciągnęła się zapachem, przymykając powieki z rozkoszy. Gdyby nie to, że trzymała Gilberta za ramię pewnie wyrwałaby do przodu jak łania, dopadłaby potencjalną ofiarę i wyssała całą krew... Z jej gardła wydarł się stłumione warknięcie.

Powrót do góry Go down

Re: Kanały Venice

Pisanie by Gilbert Renoir on Czw Maj 28, 2015 9:32 pm

Gilbert rozpromienił się słysząc słowa, które uznał za komplementy. Kojarzył się tej młodej damie z pięknym miastem, co więcej zachwalany był jego dar erudycji, z czego tym bardziej się cieszył. Był gadatliwy, a przez te setki lat opanował różne sposoby wyrażania się. I to wcale nie tak, że nadawał swoim opowieściom nowych barw, no skądże!
- Och, prawda panienko! - Skinął głową energicznie. - Jestem niesamowity w każdej dziedzinie, a szczególnie, jeśli chodzi o opowieści... Gdy jest się starszym niż większość naszych znajomych, można całkiem nieźle zabawiać tłum.
- Bal także był niczego sobie. - Zgodził się, gdy przechadzali się po ulicach tej drugiej, mniejszej Wenecji. Miał pamięć do takich wydarzeń, teraz szczególnie lubił wracać do nich wspomnieniami, gdyż... Bale wyszły najzwyczajniej w świecie z mody i nikt nie organizował ich już, tylko te dyskoteki z bzdurnym umpapa, umpapa i niesamowitą dozą kiczu. I na co to komu?
- Skoro już przy balach jesteśmy... - Zagaił, wciąż idąc z nią pod ramię. Skierował na nią wzrok i uśmiechnął się w niewątpliwie czarujący sposób.
- Słyszała panienka o balu, który ma odbyć się w Sali Porozumień, czyż nie? Ma panienka już parę? Nie wątpię w to, przecież do wydarzenia zostało... - przerwał, gdy i do niego dotarła woń krwi. Przechylił głowę na bok i obserwował Luzie. Chyba jak raz to nie on miał zrobić coś głupiego. Wyszczerzył się jak pół, a nawet całość kretyna. - Chyba dzisiaj pani je na wynos, czyż nie? Zapraszam ze mną. - Wciąż starał się na elegancję w obyciu i wolno, chcąc się z nią podroczyć, ruszył w kierunku, z którego dochodził zapach krwi. Przytrzymywał ją mocno za ramię, by czasem się nie wyrwała.

_________________
And I'll never let you go
'cause I know you'll come back to me
I'm the reason you came here,
I'm the American Tragedy
avatar
Gilbert Renoir

Posts : 63

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kanały Venice

Pisanie by Luzie von Treskow on Pon Cze 01, 2015 11:05 am

Szła z nim jak lunatyczka, węsząc dokoła. Dotarło do niej, że Gilbert wspominał coś o balu, ale nie miała już głowy do tego, by odpowiadać. Dopiero ostatnie zdania spowodowały, że postanowiła się odezwać:
- Na wynos... Tak, chyba się skuszę na jedzonko na mieście.
Nie zajęło im długo, żeby odnaleźć źródło cudownego zapachu. Po ulicy szwendał się młody chłopak, nieco podpity. Najwyraźniej wracał właśnie z jakiejś imprezy i wpadł na coś, bo jego ręka dość obficie krwawiła. Luzie odetchnęła głębiej i wyswobodziła się z uścisku Gilberta, po czym podeszła do chłopaka.
- Przepraszam... - Kiedy chłopak odwrócił się do niej nie bawiła się w zbędne ceregiele - popchnęła go w cień jednego z budynków i przywarła do jego ręki. Pierwsze krople krwi były dla niej jak energetyk, najcudowniejszy z napojów, dawał jej siłę do dalszej walki z ofiarą. Chłopak po pierwszej chwili otępienia zaczął się wyrywać i próbował krzyczeć, jednak Luzie szybko wgryzła mu się w szyję, bezbłędnie trafiają w tętnicę. Duża utrata krwi plus stan upojenia alkoholowego szybko doprowadziły do omdlenia młodego mężczyzny. Wampirzyca po pierwszym zaspokojeniu głodu zaczęła powoli zlizywać krople krwi i spijać posokę z dużo większym rozmysłem. Mimo wszystko krew szybko się skończyła, a ciało chłopaka, kiedy tylko Luzie przestała je podtrzymywać, osunęło się po ścianie na uliczkę. Wtedy dziewczyna odwróciła się w stronę Gilberta.
- Mmmm... Cudoooowne... - Jednak co dziwne poczuła też, że zaczyna jej się nieco kręcić w głowie.

Powrót do góry Go down

Re: Kanały Venice

Pisanie by Gilbert Renoir on Pon Cze 01, 2015 2:44 pm

Dziewczyna całkiem dobrze znosiła głód, tak przynajmniej na jego oko. On, gdy był głodny, zwykle stawał się niesamowicie agresywny, nawet jak na swoje standardy. Jeśli "normalny" Gilbert jest świrem, to naprawdę nie chcielibyście zobaczyć jaki jest, gdy dręczy go pragnienie. O dziwo w luźnym milczeniu doprowadził ją do miejsca, w którym natknęli się na jakiegoś niekoniecznie świeżego chłopaczka.
Kącik ust Gilberta uniósł się do góry. Puścił Luzie, pozwalając jej, by się bardziej zbliżyła do młodzika. Wolnym krokiem podszedł do tej dwójki i obserwował to, prawie jak przedstawienie teatralne. Uniósł brew w wyrazie zdziwienia, gdy usłyszał przeprosiny. On sam nie odbierał ludzi jako istoty, które mogły się z nim równać. Byli dla niego jedynie jedzeniem. Nie licząc Johanna, oczywiście.
Przyglądał się temu, jak szybko i dość cicho załatwiła dzieciaka. Śledził ją też wzrokiem, gdy znowu się do niego zbliżyła. Widząc, że okolice jej ust wciąż ubrudzone są we krwi, wydobył z kieszeni elegancką chusteczkę i podał ją dziewczynie.
- Mam nadzieję, że panienka zaspokoiła już swój głód. - Uśmiechnął się. - Chciałbym wrócić do zadanego wcześniej pytania... Dotyczyło ono balu.

_________________
And I'll never let you go
'cause I know you'll come back to me
I'm the reason you came here,
I'm the American Tragedy
avatar
Gilbert Renoir

Posts : 63

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kanały Venice

Pisanie by Luzie von Treskow on Pon Cze 01, 2015 11:49 pm

Wzięła od Gilberta chusteczkę i otarła sobie usta. Przedtem jednak oblizała je chciwie. Czuła się od razu lepiej, była teraz silniejsza i myślała jaśniej. Przeciągnęła się jak duży kot, od razu odkrywając, że ciało przestało ją boleć. Teraz wręcz zrobiło jej się zbyt lekko i jakoś tak... Wesoło?
- Balu? Ach tak! Chciał pan mnie zaprosić na bal! - Luzie zachichotała uroczo. Zupełnie jak nie ona. Zupełnie jakby... Ten chłopak musiał być bardziej pijany niż myślałam... - Wybacz, trochę chyba nie jestem sobą... Chętnie z tobą pójdę! - Kolejny chichot. Luzie była rozbawiona tym, że tak łatwo przychodziły jej takie lekkie śmichy-chichy. Ale bal? Tak, bal to coś przyjemnego, dawno na takim nie była. Będzie mogła ubrać jedną ze swoich ślicznych sukienek! - Czy to dziś w nocy? Będę musiała się przebrać...

Powrót do góry Go down

Re: Kanały Venice

Pisanie by Gilbert Renoir on Wto Cze 02, 2015 9:56 pm

Widział, że krew pijanego chłopaka sprawiła, że jakoś się rozweseliła. Lubił wesołych ludzi, bo tacy rzadziej nazywali go kretynem. Tylko... Ten chichot, brzmiał zupełnie, jakby jej promile nieco uderzyły do głowy. Woń mieszanki różnych alkoholi i zapewne nie tylko ich wciąż unosiła się w powietrzu i jakby przy Luzie był... Gęstszy, mocniejszy.
- Cóż za śmiałość! - Wyszczerzył się w tym swoim niby rekinim uśmiechu, pełnym ostrych kłów i wypaczonego poczucia humoru. Zaśmiał się swoim irytującym i uroczym zarazem śmiechem.
- Tak, to tego wieczoru, proszę pani. Znaczy... właściwie jutro. Nie wiem, która jest godzina, może jest dziś, może jest jutro. Sam nie wiem! - Podrapał się w tył głowy w geście lekkiego zakłopotania.
- Ale fakt, chętnie bym panienkę zabrał. Och~ Już blisko do mojego domu. Pozwoli pani, że ją opuszczę i spotkamy się przed Salą Porozumień? - Spytał, jak zwykle czarujący.
I jak otrzymał odpowiedź, to sobie poszedł.

_________________
And I'll never let you go
'cause I know you'll come back to me
I'm the reason you came here,
I'm the American Tragedy
avatar
Gilbert Renoir

Posts : 63

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kanały Venice

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach